Jej życie już i tak uległo radykalnej odmianie. Miała dziecko. Czy powinna do tego rzucić wszystko i jechać na drugi koniec świata? Nie lepiej zostać? A jeśli kogoś skrzywdzi swoją decyzją? Henry'ego? Nieznanych jej ludzi, mieszkańców małego księstwa, którym przecież też życzyła jak najlepiej? Marka?

– Ale sztuka – mruknął Bledsoe. – Może jednak miałeś szczęście, że wybrałeś Jennifer
– Zakładam, że ma jakiś rodzaj identyfikacji dzwoniącego. – Skinęła głową twierdząco. –
gdyby nie zjawił się pod ich drzwiami?
górę.
Mijały minuty i Bentz czekał, aż zadzwoni jego telefon. Musi pogadać z Hayesem, z
Ale nie podniecało. Nie mogło podniecać. Z brzegiem stolika wbitym w brzuch, przed lusterkiem z kilkoma świecącymi żarówkami czuła się tanią dziewczyną. Brudną.
stanie, ale okazało się, że to za mało. Bledsoe miał rację. Bentz zostawił wszystko na głowie
Zadzwonił telefon. Hayes dał Bentzowi znak, by poczekał, podniósł słuchawkę.
psychologii, na które uczęszczała, gdy George, pierwszy mąż, porzucił ją dla istotki
pierwszego legalnego drinka. Lucy zawsze jej wypomniała, że ona przyszła na świat
Orlean.
92
czubku głowy i rzęsy tak obficie pomalowane tuszem, że zdawały się jej ciążyć. Wyglądała
– Być może – przyznał, zwalniając na czerwonym świetle. – Nie jestem pewien.

- Właściwie to nawet nie wiem, co naprawdę się stało. Powiedział mi tylko, ze zapomniał o opiece nad kwiatem i

– Miło cię widzieć.
del Rey, jeśli mnie pamięć nie myli. Był z Jennifer, zanim mnie poznała, i jestem ciekaw, czy
na poziomie parteru.

– Słyszałem.

- Mnie nie jest potrzebny każdy. Zaprzyjaźnię się jedynie z kimś, do kogo należą chmury. Słyszałem, że jest ktoś
Zapadła cisza.
Latarnika, Geografa oraz na Ziemi. Ptaki przylatywały nie wiadomo skąd, a potem odlatywały w sobie tylko

96

Prasa coraz usilniej domagała się zdjęć następcy tronu. Mark odwlekał to tak długo, jak się dało, w końcu jednak po trzech tygodniach uległ presji i zezwolił na sesję foto¬graficzną w ogrodach zamkowych. Pstrykały aparaty, bły¬skały flesze, a zachwycony wesołą zabawą Henry śmiał się i wymachiwał ukochanym misiem. Reporterzy cmokali z zachwytu.
Oczywiście pocałował ją z powodu furii, a nie z namięt¬ności. Chciał ją ukarać i udowodnić jej, że nie powinni mie¬szkać razem, wychowując Henry'ego na zmianę, ponieważ to nie może się udać. Przez nią! To ona doprowadza go do szaleństwa. Jej uśmiech, jej zapach, jej bliskość... Tak za¬chwycająca istota tuż pod ręką i niedostępna!
- Zawsze stąd rządzono krajem - powtórzył z uporem kamerdyner.